wtorek, 23 września 2014

Szkoła Profesjonalnego Coachingu oczami absolwentów cz 3. Wywiad z Martą Smolińską.



Małgorzata Zięba: Witaj Marto! Dziękuję, że zgodziłaś się porozmawiać. Powiedz mi...jak wygląda życie po Szkole Profesjonalnego Coachingu :)?

Marta Smolińska: Życie po SPC toczy się dalej, i owszem - ale nic już nie jest takie samo ;) I pewnie tak jest dla wielu, choć w rożnym zakresie dla rożnych osób. Najwięcej zależy bowiem od każdego uczestnika - co ze szkoły sobie weźmie, a potem, co zdecyduje się zachować i pielęgnować. Ale jeśli zechce, może wziąć bardzo dużo.

MZ: A czy w jakiś sposób SPC przyczyniło się do Twojego sukcesu?  Wydaje się, że całkiem nieźle sobie radzisz zawodowo.

MS: Hm... Z pewnością się przyczyniła. Miałam to szczęście, że przychodząc do szkoły nie byłam zupełnie „zielona”, lecz  już dość doświadczonym trenerem kompetencji miękkich, działałam w obszarze rozwoju. Zaczynałam swoją przygodę z coachingiem, będąc po innej szkole coachingu. Mam na myśli to, że dzięki temu umiałam też docenić wartość merytoryczną kursu. Zresztą  niejako przy okazji wzbogaciłam sobie też warsztat trenerski. Wiele rzeczy sobie utrwalałam, powtarzałam, wielu uczyłam się od początku. I dzięki SPC poczułam mocne ugruntowanie w tym, co robię.

MZ: Mieszkasz we Wrocławiu, mówisz, że nie byłaś początkująca - dlaczego więc wybrałaś tak długi kurs, skoro mogłaś doszkolić się na jakimś krótszym?

MS: Dlaczego tak długa szkoła? To prawda, z tematami rozwojowymi i obszarami wsparcia miałam już do czynienia od lat, a z samym coachingiem tez już od jakiegoś czasu. No więc odpowiadam - właśnie dlatego ;). Uważam, że przygotowując się do pracy drugim człowiekiem dobrze przejść głębszy proces wewnętrzny - a tego nie da się zrobić w dwa weekendy. Nie wspominając oczywiście o szerokim wachlarzu kompetencji i potrójnej dawce wiedzy.
Świadomie wybrałam szkołę rozpoczynającą się treningiem interpersonalnym. Mając doświadczenie uczestniczenia  wcześniej  w dwóch  wiedziałam, że żadna inna forma tak nie rozwija w zakresie umiejętności interpersonalnych i wzbogaca świadomość w zakresie jakości budowania relacji. Świadomie wybrałam kurs sięgający do wielu nurtów, patrzący na człowieka holistycznie. I na koniec - świadomie szukałam szkoły, gdzie uczenie się przebiega w małej grupie, a uczestnicy podlegają superwizji. To były dla mniej priorytety - może i było ich dużo, ale chyba z żadnego z nich nie umiałabym zrezygnować. Chciałam porządnego treningu kompetencji coachingowych zintegrowanego z własnym rozwojem, więc - aby to dostać - byłam gotowa dojeżdżać do Krakowa. I pewnie właśnie taka budowa kursu i zadbanie o te wszystkie aspekty spowodowały to, co ze zdziwieniem zaobserwowałam  -  a mianowicie tempo w jakim ci uczestnicy,  którzy określali siebie "zielonymi"  zwiększają swoje kompetencje. 

MZ: Co jeszcze było dla Ciebie wartościowe?

MS: To, co było dla mnie ogromną wartością, to relacje, jakie się w szkole nawiązały. Z wieloma osobami mam wciąż kontakt, z niektórymi się przyjaźnię. Patrząc na nasza grupę  naprawdę wiele osób zajmuje się coachingiem lub stosuje coaching w swojej pracy - a to nie jest zazwyczaj takie oczywiste. Dzięki temu możemy więc wspierać się nawzajem, wymieniać pomysłami, interwizować... Mam też wiele kontaktów z osobami z innych edycji - w jakiś sposób czujemy się członkami tej samej grupy, podobnie myślimy, podejmujemy podobne działania w zakresie własnej profesjonalizacji i rozwoju. 
Równie mocne relacje i poczucie pewnego przywiązania pojawiły się z samą szkołą i prowadzącymi. Zawsze z chęcią wracam do Krakowa i cieszy mnie fakt wspólnych inicjatyw, jakie podejmuje z Instytutem Psychoedukacji i Rozwoju Integralnego. Nutka sentymentu, podzielenie wspólnych wartości, zaufanie, szacunek i podobne podejście do wizji profesjonalizacji coachingu, to naprawdę dobra baza do działania. 

MZ: Część tych inicjatyw sama wspierasz we Wrocławiu!
 
MS: Tak, np. koordynując Wrocławski Klub Coacha, którego idea narodziła się przecież właśnie w Instytucie i Rozwoju Integralnego w Krakowie. Spotkania mają charakter szkoleniowo – rozwojowy, każde z nich prowadzi inna osoba, często są to goście z innych części Polski. Służą nie tylko profesjonalizacji w pracy coacha, lecz również własnemu rozwojowi i integracji środowiska. Cieszy mnie wizja cyklicznych wyjazdowych spotkań coachów Coach Camp – które już dwa razy koordynowałam. Zawsze jest świetnie!:)
Mieszkanie we Wrocławiu nie stanowiło też bariery nie do pokonania w innym pomyśle – stworzenia podręcznika, który obejmowałby wszystko to, czego się w ramach SPC uczy i co przez te wiele lat kształcenia w coachingu zostało zebrane, stworzone, czemu czasem nadano nową jakość. Wspieram w tym działaniu Leszka Zawlockiego dorzucając swoje trzy grosze i starając się redagować całość. [śmiech] No to teraz- skoro otwarcie informacja o podręczniku poszła w świat, trzeba będzie sfinalizować proces twórczy, domknąć i puścić w świat :)

MZ: Jakieś plany na przyszłość związane z coachingiem? Co dalej?

MS: Cóż, dalej jest przyszłość ;)

Jak wspomniałam, mam dużo do zrobienia w ramach  Dolnośląskiego Oddziału Izby Coachingu, który stworzyłam i prowadzę współpracując z coraz większą grupą coachów. Mam ogromne nadzieje na wzmocnienie działań integrujących i wspierających wrocławskie środowisko coachingowe również poprzez wzmocnienie kontaktów z innymi organizacjami, w tym ICF. Przede mną rozwijanie Dyskusyjnego Klubu Coachingu, organizowanie superwizji, ale też warsztatów i szkoleń realizowanych pod szyldem Izby Coachingu. Patrząc na to wszystko widzę dużą spójność mojej ścieżki życiowej – wciąż towarzyszą mi podobne wartości i podejście do coachingu i jego profesjonalizacji. Szkoła Profesjonanego Coachingu jest przecież jedną z pierwszych szkół akredytowanych przez IC, więc moje działania w ramach Izby wydają się być bardzo naturalną kontynuacją i konsekwencją przyjęcia konkretnego spojrzenia na coaching i drogi jego rozwoju.
Przede mną dalszy rozwój biznesu coachingowego i pewne jego przeformułowanie. Nawiązuję nowe relacje, współprace – i bardzo to wszystkim polecam, ponieważ współdziałając można więcej i lepiej. Dużo wyzwań stoi też przede mną w obszarze kształcenia coachów i superwizji – w nim umiejscawia się część moich celów zawodowych i inspiracji. Na co położę jednak główny nacisk – jeszcze nie wiem. Potrzebuję wcześniej odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań.

MZ: W takim razie życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę!

 http://harmonycoaching.pl/



Marta Smolińska - absolwentka Szkoły Profesjonalnego Coachingu, trener, specjalista w zakresie doradztwa psychologiczno - pedagogicznego. Jest członkiem Izby Coachingu i dyrektorem Dolnośląskiego Oddziału Izby Coachingu z siedzibą we Wrocławiu. Właścicielka Harmony Coaching.

Małgorzata Zięba - koordynator Szkoły Profesjonalnego Coachingu oraz krakowskiego klubu coacha, certyfikowany coach, psychodietetyk. Właścicielka EveryBody.


czwartek, 4 września 2014

"ROZWINĘŁAM SIĘ NA WIELU PŁASZCZYZNACH"- wywiad z Bernadettą Gilarską o uczestnictwie w Szkole Profesjonalnego Coachingu.



Małgorzata Zięba: Witaj Bernardetto! Cieszę się, że zgodziłaś się opowiedzieć o Twojej przygodzie ze Szkołą Profesjonalnego Coachingu. Ile czasu minęło od zakończenia szkoły?

Bernadetta Gilarska
Bernadetta Gilarska: Szkołę skończyłam w listopadzie 2013 r.

MZ: Dlaczego postanowiłaś się zapisać do szkoły, na co liczyłaś?

BG: Chciałam zdobyć solidne podstawy merytoryczne i umiejętności potrzebne do prowadzenia coachingu. Przy wyborze szkoły kierowałam się zasadą – „minimum koniecznej teorii, a maksimum praktyki”.
 
MZ: Oczekiwania zostały spełnione? 

BG: Pod tymi względami szkoła spełniła moje oczekiwania. Otrzymałam to czego chciałam a nawet więcej :)

MZ: Powiedz coś więcej o tym "więcej" :)? 

BG: Szkoła przyczyniła się do mojego rozwoju. Rozwinęłam się na wielu płaszczyznach. W płaszczyźnie edukacyjnej zdobyłam wiedzę i umiejętności z zakresu różnorodnych metod wykorzystywanych w coachingu. Jeśli chodzi o płaszczyznę społeczną, to poszerzyłam swoje umiejętności komunikacyjne i interpersonalne. Co do sfery emocjonalnej, to pogłębiłam swoją uważność i samoświadomość w kontekście relacji z innymi i samą sobą. Warto dodać, że oprócz wymienionych walorów Szkoła dała mi wiele wspaniałych przeżyć, łez wzruszenia i łez śmiechu :).

MZ: Czy coś Cię zaskoczyło, czegoś nie przewidziałaś?

BG: Nie przewidziałam tego, że przeżyję taki wzmacniający i prawdziwy kontakt z ludźmi z grupy i dostanę tyle wartościowych informacji zwrotnych na temat mojej pracy coachingowej i siebie samej.

MZ: Dodatkowa wartość?

BG: Tak, największą wartością byli ludzie – koleżanki i koledzy z grupy oraz trenerzy, od których bardzo dużo się nauczyłam. 

MZ: A jak oceniasz Szkołę teraz, kiedy jesteś już absolwentką? Jak ją wspominasz i czy byś ją poleciła?

BG: Szkoła Profesjonalnego Coachingu to wspaniała, niezapomniana podróż, w trakcie której przeszłam wewnętrzną przemianę, doświadczyłam zmiany coachingowej na sobie i odkryłam jak wiele może dać człowiek. Poznałam tu wartościowych i świadomych ludzi, którzy towarzyszyli mi w tej podróży. Trenerzy inspirowali do zmiany, do kreatywności, do poszerzenia perspektywy i do otwartości. Bardzo chętnie dzielili się swoją wiedzą i bogatym doświadczeniem. Bezcenne! Z całego serca polecam.

MZ: Wiele absolwentów szkoły mówi, że ich życie zmieniło się na lepsze. Ty też mówiłaś przed chwilą o wewnętrznej przemianie, zmianie na sobie. Opowiesz o tym?

BG: Coaching i praca nad sobą zmieniły mój sposób myślenia i działania co przełożyło się na moje życie osobiste i zawodowe. Poszerzyłam swoje umiejętności komunikacyjne i interpersonalne. Zdecydowanie lepiej radzę sobie z przeszkodami wykorzystując narzędzia wspierające mnie do efektywnego działania. Generalnie podniosła się jakość mojego życia. Przyszłam do Szkoły w momencie gdy byłam na rozdrożu i czułam się zagubiona, następnie przeszłam trudny i zarazem rozwijający czas własnej przebudowy siebie, a wyszłam ze Szkoły z poczuciem, że stworzyłam się na nowo. Dokopałam się do źródła własnej mądrości i siły, doceniłam swoje zasoby i zaakceptowałam siebie taką jaka jestem, z całym swoim bogactwem inwentarza. Dzięki temu odzyskałam wewnętrzny spokój i uwierzyłam w siebie. 

MZ: Ciekawi mnie czy zdarzały się trudne momentu podczas trwania szkoły?

BG: Tak. Sprawdziłam co stoi na mojej drodze i przeszkadza w osiągnięciu czego pragnę czyli zmierzyłam się ze swoimi ograniczającymi przekonaniami i lękami. Musiałam także przełamać trudności natury fizycznej. Mam na myśli bóle kręgosłupa czy zmęczenie.

MZ: Coaching chyba sporo Ci dał? Czym jest teraz dla Ciebie?

BG: Coaching to moja pasja, która daje mi poczucie ogromnej satysfakcji. Daje mi też poczucie, że to co robię ma sens.  To właśnie coaching pozwolił mi skonsolidować moje zdolności, umiejętności i doświadczenia, jakie zdobyłam w czasie życia zawodowego i osobistego.

MZ: Czym się zajmujesz? Działasz w obszarze coachingowym ? 

BG: Pracuję w dziale personalnym w korporacji. Jestem członkiem Klubu Izby Coachingu i współpracuję z Dolnośląskim Oddziałem Izby Coachingu. Prowadzę sesje indywidualne z zakresu life coachingu i career coachingu. Od marca tego roku jestem w programie szkoleniowo-coachingowym STARTUJ JAKO COACH! Małgosi Żukowskiej. Przygotowuje mnie do prowadzenia własnego biznesu coachingowego. Pozwolił mi wreszcie określić z kim chcę pracować i w czym pomagać.

MZ: A z kim chcesz pracować i w czym pomagać :)?    

BG: Chcę pracować z kobietami, które czują się zagubione w pracy i życiu oraz zapominają o sobie chcąc sprostać wysokim oczekiwaniom innych i samej siebie.
Chcą odnaleźć w sobie siłę i wszelkie umiejętności do działania by uwierzyły w swoje możliwości. Pragnę im pomóc w odszukaniu drogi do prawdziwej siebie i znalezieniu klucza do swojego osobistego i zawodowego rozwoju wykorzystując swoje mocne strony i talenty, a także zrealizowaniu się w życiu i pracy zgodnie z własnymi pragnieniami i wartościami. 

MZ: Brzmi świetnie! Chyba nie muszę pytać... ale zapytam :): czy gdybyś raz jeszcze mogła podjąć decyzję o rozpoczęciu SPC, to czy byś to zrobiła?

BG: Myślę, że tak.

MZ: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów coachingowych i nie tylko!


UWAGA! XX edycja Szkoły Profesjonalnego Coachingu rusza 22 listopada.2014! Zapraszamy [klik]

***************************************************************************************************

Małgorzata Zięba - koordynator Szkoły Profesjonalnego Coachingu, certyfikowany coach, psychodietetyk.

Bernardetta Gilarska - absolwentka Szkoły Profesjonalnego Coachingu (edycja XIV), certyfikowany coach.  www.zmieniajsie.com


 



wtorek, 29 lipca 2014

O COACHINGU I TRENINGU INTERPERSONALNYM - rozmowa Marty Smolińskiej z Łukaszem Krawętkowskim część 2.




Druga część rozmowy, w ramach której Łukasza Krawętkowskiego – trenera treningu interpersonalnego w Szkole Profesjonalnego Coachingu, certyfikowanego psychoterapeutę Gestalt, o inspiracje Gestaltem w coachingu pyta Marta Smolińska – coach.


MS: Witaj ponownie, Łukaszu! Ostatnio rozmawialiśmy o tym, czym jest i jak wykorzystać Gestalt w coachingu (pierwszą cześć rozmowy możesz przeczytać tutaj).  Dziś chcę cię zapytać o twoje postrzeganie coachingu i o jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – trening interpersonalny. Więc, zaczynając... jak ty rozumiesz coaching?


ŁK: Jako kontakt dwojga ludzi. Odpowiedzialny kontakt. To znaczy: odpowiedzialny jest coach i odpowiedzialny jest Klient. Oboje we wspólnej sprawie jaką jest rozwój Klienta, jego zmiana. To również świadomy kontakt. Na bazie tego kontaktu powstaje i trwa współpraca w danej sprawie. Coach tworzy przestrzeń ułatwiającą rozwój Klienta.
Coaching może też stać się relacją, w której Klient pracuje na rzecz swojej zmiany. Uważam, że do zawiązania relacji potrzeba więcej czasu, co najmniej 5 sesji. Wówczas można pracować z wykorzystaniem relacji coachingowej i w niej odkrywać nowe możliwości.
To też poszukiwanie możliwości w tu i teraz, tj. w danej czasoprzestrzeni i w związku z tym, co do kontaktu wnosi Klient i coach. To poszukiwanie możliwości związanych z bieżącymi sprawami Klienta i nastawionych na przyszłość. Odnosi się do tego, co Klient chce zmienić w sobie, w swoim życiu.

MS: A jak to się różni od terapii?

ŁK: To pytanie, które często pada. W pewnym zakresie trudno mi ująć w słowa to, na czym polegają różnice. Bo w niektórych momentach coaching w pewnym sensie jest podobny, szczególnie z formami psychoterapii krótkoterminowych, skoncentrowanych na danym „problemie”.
Psychoterapia koncentruje się na przeszłości, na urazach, na historii Klienta, która doprowadziła go do tego momentu problemowego, w którym aktualnie jest i z którym zgłosił się po pomoc. To nierzadko bardzo głęboka praca. Bywa tak, że zmiana następuje na bardzo podstawowym i głębokim poziomie, np. następuje zmiana w strukturze charakteru. Mógłbym powiedzieć, że w procesie psychoterapii Klient, w towarzyszącym wsparciu psychoterapeuty, wchodzi do domu z przeszłości i go sprząta oraz remontuje, zagląda do piwnicy i sprząta dalej, wymienia instalacje, odmalowuje, przebudowuje itp. Psychoterapia to powrót do przeszłości, by coś tam „naprawić”, by móc funkcjonować inaczej.
Coaching to wyglądanie przez okno tego domu, szukanie możliwości wyjścia za próg i przekraczanie tego progu. Coaching nie zajmuje się sprzątaniem „piwnic”, remontem tego domu. Psychoterapia może doprowadzić do tego, że ktoś w końcu wyjrzy przez okno i potem z niego wyjdzie.

MS: Hm... bardzo piękna metafora :) A co dla ciebie jest ważne w coachingu? O co dbasz w relacji z klientem?

ŁK: Przede wszystkim ważny jest dla mnie sam kontakt – jego budowanie, utrzymywanie i obserwowanie go, doświadczanie. Dbam o to, by był jak najlepszy. Mam tutaj na myśli kontakt z Klientem oraz z samym sobą, tym, co się dzieje, jak ja, bądź Klient reaguje w związku z tym, co się dzieje podczas spotkania, na tym, co odczuwam, co myślę, jakie mam tendencje, jak rezonuję na Klienta. Zwracam swoją świadomość na takie same reakcje u Klienta. Tym samym koncentruję się również na procesie, który trwa w tym kontakcie i na treści, które wnosi Klient i wnoszę ja oraz na efekcie, jaki wskutek tego powstaje. To również koncentrowanie się na świadomości, wzmacnianie, pogłębianie świadomości. Dbam o to, bym sam był jak najbardziej świadomy tego, co wydarza się w danej chwili i na tej podstawie dostarczał Klientowi jak najbardziej adekwatnego wsparcia. Dbam również o to, by świadomość Klienta poszerzała się i pogłębiała. To dla mnie bardzo ważne.
Kolejną ważną kwestią jest odpowiedzialność. W podejściu Gestalt, tj. w coachingu również, to jedna z kluczowych spraw w rozwoju człowieka, w procesie osiągania przez niego zmiany. Wspieram Klienta w odkrywaniu granic własnej odpowiedzialności, zakreślaniu ich i na tej podstawie decydowaniu o sobie, swoim życiu, swoich decyzjach. I – ponownie – pilnuję swojej odpowiedzialności: bardzo dbam o to, by nie brać odpowiedzialności za Klienta i tworzyć przestrzeń dla Niego – by sam odkrywał swoje możliwości i dokonywał wyborów (brał odpowiedzialność).
Często, gdy Klient jest świadomy swoich uczuć i potrzeb oraz ma pełen kontakt ze swoim stanem w danej sprawie, podejmuje decyzję, co i w jaki sposób chce robić dalej. W tym momencie zazwyczaj kończy się pewien etap coachingu.

MS: W ramach Szkoły Profesjonalnego Coachingu prowadzisz trening interpersonalny. No właśnie - po co uczestnikom kursu coachingu trening?


ŁK: Pojawiają mi się przekorne pytania (co chyba jest typowe dla gestaltysty, który trochę prowokuje świadomość i odpowiedzialność): po co adeptowi coachingu trenowanie umiejętności interpersonalnych? Po co mu sprawdzanie tego, co czuje w kontakcie z różnym człowiekiem (klientem)? Po co mu testowanie siebie? Po co mu obserwowanie siebie i reakcji na swoją postawę? Po co mu feedback od innych w tym zakresie? I po co mu na to laboratoryjne i bezpieczne warunki? Skoro menedżerowie, trenerzy, terapeuci, wolontariusze, pracownicy firm, kandydaci na różne stanowiska, w których pracują z ludźmi w jednym zespole, pracujący jako zarządzający mają taką okazję, to dlaczego adepci coachingu nie?
W tych pytaniach trochę zawarłem odpowiedzi, jak myślę. Dodam jeszcze coś.
O treningach interpersonalnych krążą plotki i legendy. I to nie tylko w szeroko rozumianej branży. A ponieważ coraz więcej ludzi doświadcza bogactwa treningu interpersonalnego, coraz częściej i więcej się o nim słyszy. Podczas pierwszych minut jednego z treningów, który prowadziłem, doświadczyłem mocy tych „legend”. Uczestnicy, jak jeden mąż, stwierdzili, że czują dużo lęku, oporu, niechęci, niepokoju, strachu – we wszystkich chyba możliwych odcieniach – w związku z tym, co na treningu się będzie działo. Prawie wszyscy przyznali, że przed treningiem szukali jakichś informacji na ten temat w internecie, podpytywali znajomych, szukali książek na ten temat. Gdy słyszeli, że dla znajomych to było wielkie przeżycie, gdy znajomi mówili z emfazą: „Sam zobaczysz!”, „Nigdy nie będziesz już taki sam!”; kiedy teksty w internecie okazywały się ubogie, ich lęk utrzymywał się i niekiedy wzrastał. Kiedy podpytywałem ich, skąd u nich takie podejście, potwierdzali jeszcze, że słyszeli, że na takim treningu różne rzeczy się dzieją! Myślę, że intensywność przeżywanych emocji dodaje tutaj oliwy do tego ognia i wzmacnia pikanterię tych plotek. Myślę, że to nie zniknie, ponieważ trening interpersonalny bywa intensywnym przeżyciem dla jego uczestnika i nie pozostaje dla niego obojętnym. Mój pierwszy trening interpersonalny zmienił moje życie. Takie stwierdzenie jest mocne, prawda?

MS: O tak, zgadzam się, mocne. A zmiany na poziomie osobistym w ogromnym stopniu przekłada się na późniejszą pracę...

ŁK: Trening jest m. in. po to, by osoba, która później – pracując jako coach – będzie wspierać drugiego człowieka, powinna pamiętać, że będzie się też z nim komunikować, będzie też komunikować siebie i reagować na niego, a on na coacha i tak dalej. Trening to optymalna przestrzeń do tego, by w bezpiecznych i w pewnym sensie laboratoryjnych warunkach doświadczyć procesu komunikowania się między ludźmi. To również możliwość samoobserwacji oraz poznania „jak działa” komunikacja oraz jak „wygląda” proces grupowy i to, co jest z tym związane.
Zakładam, że pracując z ludźmi, przyszły coach przygotowuje się osobiście, tj. trenuje swoje osobiste umiejętności, w tym komunikowanie siebie i się w kontakcie z przyszłymi klientami, by móc być skutecznym, wspierającym, rozumiejącym itp.
Podczas treningu przyszły coach ma możliwość doświadczenia kontaktu z innymi, doświadczenia bycia w grupie, doświadczenia swoich reakcji w związku z takimi okolicznościami, w jakich się aktualnie znajduje, doświadczyć reakcji innych; doświadczyć tego procesu, który współtworzy, treści, które dodaje do tego procesu; doświadczenia jakości tego przeżycia, jego intensywności. To wszystko jest mocą wpływającą bardzo na samoświadomość i świadomość tego, na czym polega praca z ludźmi. Stanowi to bardzo cenne źródło wiedzy na temat pracy z drugim człowiekiem.
Trening daje też możliwość eksperymentowania ze swoimi zachowaniami. Daje szansę zrobienia nowych, innych kroków dotyczących swojego komunikowania się, swojego działania, swojego bycia w kontakcie z innymi. Jest okazją do tego, by poczuć bogactwo tego doświadczenia, bogactwo tego, co daje grupa poprzez swoje bycie, swoje działanie.
Trening umożliwia poczucie, kontakt z emocjami, a nie tylko poznawcze opracowanie jakichś treści. Całe szczęście podczas treningu myślenie nie jest dominującym obszarem.
To wszystko ubogaca; dostarcza wiedzy, doświadczenia, umiejętności, nowej świadomości. Nie słyszałem o osobach, które w znaczący sposób nie skorzystały by z treningu zarówno osobiście jak i w związku z wykonywaną przez nich profesją. To zawsze pouczające doświadczenie. To bardzo poważna i fundamentalna baza do dalszej pracy jako coach. Ponieważ rozwija umiejętności. Na wielu poziomach.
Doświadczenie procesu grupowego i potem omówienie go stanowi bardzo przydatną wiedzę do pracy z grupami jako trener grupowy, czy w prowadzeniu coachingu grupowego. Uważam, że jeśli ktoś chce pracować z grupami, obowiązkowo powinien wziąć udział w treningu interpersonalnym!
Uczestnik treningu poznaje i doświadcza form i zasad komunikacji interpersonalnej. A nic tak nie wzbogaca i nie umożliwia utrwalenia jakiejś wiedzy oraz doświadczenia, jak osobisty udział w danym wydarzeniu. Kojarzy mi się to z uczeniem się metod oddziaływania na Klienta poprzez ćwiczenia praktyczne. To właśnie jest praktyka – osobista! To działanie w myśl zasady; „Pobądź po stronie Klienta, by móc lepiej go czuć i rozumieć i – w konsekwencji – lepiej go wspierać”.

MS: Dziękuję za twoją wypowiedź – zgadzam się w stu procentach. A na koniec... co chciałbyś przekazać uczestnikom Szkoły Profesjonalnego Coachingu?

ŁK:
  • Pracuj nad samoświadomością i budowaniem swojego mocnego Ja coachingowego. Rozmawiaj z fachowcami, specjalistami, superwizuj swoją pracę, szkól się, bierz udział w treningach, czytaj, uczestnicz w konferencjach. Pracuj w zawodzie. Sam uczestnicz jako klient w procesie coachingu. Czerp z doświadczenia innych ludzi. To ostatnie zakłada kontakt z przeróżnymi ludźmi, kulturami, miejscami w Świecie. Mnie w tym obszarze najbardziej uczy odkrywanie i spotkanie z czymś nowym: jedzeniem, krajobrazem, kulturą… Rób to przygotowując się do pracy i kiedy już pracujesz. Uważam, że praca coacha to ciągłe samodoskonalenie się.
  • Przyjmuj postawę pewności w tym, co robisz i nie myl tego z omnipotencją, wszechwiedzą. Nie bądź w tym arogancki, fałszywy, nieskromny.
    Uważam, że coach powinien wiedzieć, co robi i być w tym pewny siebie. Uważam, że ta pewność siebie powinna być uczciwa, tj. na przykład coach do Klienta, który zapytał go, czy mu to pomoże, może powiedzieć: „Innym pomagało. Proponuję spróbować”, albo: „Nie znam się na fobiach i zaburzeniach odżywiania. Nie pomogę Ci tutaj. Dam Ci namiar na specjalistę w tego typu sprawach...”. Taka postawa dodaje wiarygodności coachowi, buduje jego osobistą moc, pewność siebie i pozwala pracować dalej i rozwijać się w kontakcie z Klientami.
    Uważam, że to ważne: bać się w swojej pracy na takim poziomie, by nie zakłócało to procesu coachingowego. Dodałbym jeszcze jako przekaz dla coachów: „Twój Klient się boi. Bój się mniej, niż twój Klient.”
  • Jeśli napotykasz na opór w relacji, po stronie Klienta, czy po swojej – zmierz się z nim i idź do superwizora, do kolegi ‘po fachu’, pogadaj też z kimś spoza branży, idź do swojego psychoterapeuty lub sobie takiego znajdź.
Praca w zawodzie coacha to praca w obszarze świadomości. Coach winien być świadomy swojego działania.


MS: Dziękuję ci bardzo za rozmowę!





Marta Smolińska - certyfikowany coach i trenerka, współpracownik Instytutu Psychoedukacji i Rozwoju Integralnego, absolwentka Szkoły Profesjonalnego Coachingu. Właścicielka firmy Harmony Coaching.

Łukasz Krawętkowski - certyfikowany psychoterapeuta Gestalt, trener w Instytucie Psychoedukacji i Rozwoju Integralnego,  w ramach Szkoły Profesjonalnego Coachingu prowadzi trening interpersonalny. 
Właściciel firmy Proces Psychoterapia Doradztwo Szkolenia.